środa, 23 lipca 2008

Kodeks synajski w sieci

Jutro ma ruszyć strona prezentująca Kodeks Synajski - jeden z najważniejszych biblijnych rękopisów. Dzięki inicjatywie nazwanej Kodeks Synaiticus Project manuskrypt, którego fragmenty znajdują się obecnie w bibliotekach klasztoru na Synaju, Narodowej w Petersburgu, Bibliotece Narodowej oraz na Uniwersytecie w Lipsku, zostanie w całości złożony w sieci i będzie dostępny do przeglądania dla każdej zainteresowanej osoby. Będzie można zobaczyć nie tylko oryginalne karty rękopisu, ale także ich transliterację na współczesną grecką minuskułę (Kodeks Synajski jest rękopisem uncjalnym) oraz tłumaczenie na języki: angielski, niemiecki, rosyjski i współczesną grekę.


Kolejne karty kodeksu pojawiać się mają stopniowo, a pełną gotowość serwis osiągnie w przyszłym roku. Brawo!
Kodeks odkryty w 1859 roku przez Konstantina von Tishendorfa jest jednym z najważniejszych manuskryptów tzw. Septuaginty i Nowego Testamentu. Powstał w 1 połowie IV wieku, zapewne jako jeden z 50 egzemplarzy Pisma, które Konstantyn Wielki ofiarował Kościołowi w ramach rekompensaty za zniszczenie wielu egzemplarzy ksiąg w czasach prześladowań Dioklecjana. Historia księgi, zarówno jej powstania, jak i okoliczności odnalezienia, przekazanie carowi Aleksandrowi II oraz sprzedarz przez Józefa Stalina do Britisch Library (za 100 tys. funtów) to doskonały temat na sensacyjny film... Dzisiaj Kodeks Synajski jest jednym z podstawowych manuskryptów, na których opierają się kolejne wydania krytyczne tekstu Nowego Testamentu (choć nie jest pozbawiony słabości).

sobota, 12 lipca 2008

Szukając głównej idei egzegetycznej

Od czasu do czasu zdarzają nam się takie fragmenty biblijne, w których ustalenie jednej Głównej Myśli jest trudne. Które zdają się mieć więcej niż jedną Ideę Egzegetyczną. Przykładem takiego tekstu jest pierwsza historia o Hagar, opisana w Księdze Rodzaju 16.
Przede wszystkim warto wynotować interesujące spostrzeżenia egzegetyczne:
- Hagar jest Egipcjanką i niewolnicą Saraj - żony Abrama. Nie jestem pewien, czy egipscy niewolnicy byli szczególnie rozpowszechnieni na starożytnym Bliskim Wschodzie. W każdym razie Biblia nie daje nam na to zbyt wielu przykładów. Skąd Abram mógł pozyskać dla swojej żony taką niewolnicę? Wydaje się, że istnieje jedna tylko możliwość: z Egiptu :D
A tak poważnie, w tym miejscu wspomnieć należy, że w Egipcie właśnie, Abraham dostał (za oddanie Saraj faraonowi!!!) „owce, bydło, osły, niewolników i niewolnice, oślice i wielbłądy” (Gen 12,16). Wygląda na to, że cała obecna sytuacja jest efektem dawnego nieposłuszeństwa Abrama wobec Boga (kilka słów o fragmencie z Gen 12, w którym Abram oddaje swoją żonę faraonowi znajdziesz tutaj).
- We fragmencie wcale nie chodzi o to, że Saraj próbowała wyręczyć Boga, co często sugerują komentatorzy. W tym ujęciu Saraj nie mogąc doczekać się na Boże działanie, "wzięła sprawy w swoje ręce". Zwróćmy jednak uwagę na to, że sam tekst sugeruje raczej, że głównym problemem Saraj był fakt, iż nie mogła mieć dzieci ("Pan odmówił mi potomstwa" - w. 2). W ogóle nie wiemy, czy znała ona obietnicę Boga daną Abramowi, a jeśli znała, czy odnosiła ją do siebie.
- Saraj dała Abramowi Hagar, jako żonę - niewolnicę. Taka osoba miała status niższy niż oficjalna żona w kulturze starożytnego wschodu. Jednak po urodzeniu potomka, taki status mógł znacząco wzrosnąć. Postawa Hagar, która zaczyna pogardzać swoją panią jest w tym kontekście zrozumiała (co nie znaczy, że właściwa). Podobnie reakcja Saraj, broniącej się przed utratą pozycji jest dość naturalna (choć również niewłaściwa z moralnego punktu widzenia).
- Hagar ucieka w stronę miejsca nazwanego Szur ("ściana") - w tamtych czasach był to zapewne jeden z Egipskich garnizonów, chroniących granic państwa, na terenie Półwyspu Arabskiego. Wygląda na to, że wracała "do swoich".
- Kiedy anioł JHWH nakazuje Hagar: "Wróć do swej pani i oddaj się pod jej władzę!" (w. 9), użyto tutaj tego samego słowa, którym opisano wcześniej stosunek Saraj do niewolnicy ("Saraj chciała ją upokorzyć" - w. 5).
- Warto zwrócić uwagę na paralelizmy pomiędzy obietnicą dla potomstwa Saraj i obietnicami dawanymi Abramowi/Abrahamowi.
- W w. 13 zdanie "Bóg, który mnie widzi", może być przetłumaczone bardziej pasywnie: "Bóg, którego ja widzę", czy raczej "Bóg, który jest widziany". Stąd zapewne okrzyk Hagar: "Wszak oglądałam tutaj tego, który mnie widzi". Mamy tu do czynienia z pewną grą słów.

A co z główną ideą egzegetyczną?
Wszystko zależy od perspektywy z jakiej spojrzymy na tekst.

Perspektywa Saraj:
Możemy widzieć tę historię jako konsekwencję używania niewłaściwych środków do osiągnięcia dobrego celu. Cel Saraj był prawdopodobnie dobry – chciała by Abram miał potomka. Być może uważała, że uszczęśliwiając go poprawi swoje relacje małżeńskie. Jednak metoda, jaką zastosowała wydaje się mało szczęśliwa.
Czy więc chodzi o zasadę pewnej integralności: cel nie uświęca środków?
Nie wydaje się by byłą to główna myśl tekstu. Jego dalszy ciąg w ogóle nie porusza tego problemu.
Perspektywa Abrama:
Mamy tutaj kilka aspektów. Pierwszy to nieposłuszeństwo - cała draka jest efektem nieposłuszeństwa Abrama, który w swoim czasie zamiast udać się do Kanaanu (do czego wzywał go Bóg), pojechał do Egiptu i oddał swoją żonę innemu mężczyźnie.
Czy więc chodzi o ponoszenie konsekwencji niewłaściwych wyborów?
Nie wydaje się by była to główna myśl tekstu. Gdyby nie było Hagar Egipcjanki, prawdopodobnie pojawiła by się jakaś inna osoba. Nie ma tutaj bezpośredniego związku przyczyn i skutku. Także narrator nie rozwija szerzej tego tematu.
Po drugie pojawia się problem pewnej bezwolności Abrama. Opisy takie jak: „i usłuchał Abram rady Saraj”, „Oto niewolnica twoja jest w ręku twoim, zrób z nią, co ci się podoba!” zdają się sugerować postępowanie unikające podejmowania trudnych decyzji. Niektórzy są skłonni nawet oskarżać Abrama o zachowanie pantoflarskie - zrezygnował ze swojej pozycji jako pana domu i pozwala podejmować kluczowe decyzje swojej żonie.
Czy więc chodzi o uciekanie od podejmowania decyzji i ponoszenie konsekwencji takiej postawy?
Ponownie nie wydaje się by była to główna myśl. Narrator mimo, że dość wyraźnie rysuje nam tą postawę Abrama, ale nie wydaje się by poświęcał jej na tyle dużo uwagi.
Perspektywa Hagar:
Hagar pozornie wydaje się być jedynie ofiarą zarówno zazdrości Saraj, jak i bezczynności Abrama. Jednak sama też nie jest bez winy. Oczekując na potomstwo i obserwując swoją bezpłodną panią Hagar "zaczęła [nią] pogardzać".
Czy więc chodzi o ponoszenie konsekwencji swojej postawy wobec innych?
Ponownie nie wydaje się by na ten aspekt położono jakiś szczególny nacisk.
Zwróćmy uwagę na to, że wszystkie powyższe propozycje to swego rodzaju moralizowanie tekstu: wyszukujemy w nim opisów niewłaściwych (często z naszej perspektywy) postaw moralnych oraz ich konsekwencji (wychodząc z niesłusznego często założenia, że taka niemoralna postawa jest zawsze ukarana). Problem polega na tym, że takie podejście często zawodzi, choćby dlatego, że narrator biblijny nie zawsze zainteresowany jest kwestią kary.

Cóż więc zrobić?
Możemy spróbować spojrzeć na tekst z perspektywy jeszcze jednej postaci: Boga.
Bóg (reprezentowany przez Anioła Pana/JHWH) przez pierwsze 6 wersetów zdaje się być w ogóle nie dostrzegalny. Pomimo to, w kluczowym momencie interweniuje, skłaniając Hagar do powrotu.
Kluczowy wydaje się tutaj być dialog, jaki Bóg (Anioł Pana) prowadzi z uciekinierką: powtarza się tutaj określenie "Bóg, który widzi" - "Bóg, który jest widziany". Studnia, przy której ma miejsce rozmowa zostaje nazwana "Studnią Żyjącego, który mnie widzi".
W całym tekście mamy dwa dialogi: Abrama i Saraj oraz Anioła JHWH i Hagar. W tym kontekście ciekawy jest kontrast między Abramem, który ucieka od odpowiedzialności i "nie widzi" problemu oraz Bogiem, który interweniuje i "widzi". Główna myśl tekstu powinna więc zawierać ideę obecności (i "widzenia") Boga. Taka próba zinterpretowania fragmentu jest teocentryczna i daleka od tendencji do moralizowania.
Zachodzi pytanie, czy w procesie homiletycznym ta idea jest jedyną możliwą do przetworzenia w ideę egzegetyczną. Innymi słowy czy kazanie oparte na tym tekście może być tylko kazaniem teocentrycznym, eksponującym ideę obecności Boga w życiu człowieka, czy też możemy pozwolić sobie na moralizowanie w kazaniu. Taka tendencja do wskazywania na grzech (niewłaściwą postawę) i jej konsekwencje, jest w homiletyce bardzo silna. W końcu zadaniem kazania jest zmienianie ludzi.
Jeśli w tym okresie wakacyjnym znajdziecie nieco czasu może spróbujemy o tym podyskutować. Jaka jest wasza opinia?

poniedziałek, 23 czerwca 2008

A jak posłucha?

Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię twoje,
przyjdź Królestwo twoje,

A jak przyjdzie? Królestwo Boga to nie tylko radość dla zbawionych. To także sąd.
bądź wola twoja, jak w niebie, tak i na ziemi.

Na prawdę tego chcemy? Zwykle modlimy się: Panie Boże zrób to..., daj tamto..., ulecz..., uzdrów..., popraw... A co jeśli wola Boża jest inna?

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj,
i odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom;
Czasami zastanawiam się, co by było gdyby Bóg posłuchał...
Co należy przez te słowa rozumieć, wyjaśnia Jezus zaraz później: Bo jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski. A jeśli nie odpuścicie ludziom, i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych. (Mt 6, 14-15)

i dopuść abyśmy ulegli pokusie, ale nas zbaw ode złego;
A czy tego też na prawdę chcemy? W końcu złe jest całkiem przyjemne i atrakcyjne
albowiem twoje jest Królestwo i moc, i chwała na wieki wieków. Amen.
Amen?

wtorek, 10 czerwca 2008

Łaską zbawieni jesteście...

I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze, w których niegdyś chodziliście według modły tego świata, naśladując władcę, który rządzi w powietrzu, ducha, który teraz działa w synach opornych. Wśród nich i my wszyscy żyliśmy niegdyś w pożądliwościach ciała naszego, ulegając woli ciała i zmysłów, i byliśmy z natury dziećmi gniewu, jak i inni.

Bóg jednak, który jest bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował,
nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem
-łaską zbawieni jesteście-
i wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie,
aby okazać w przyszłych wiekach nadzwyczajne bogactwo łaski swojej w dobroci wobec nas w Chrystusie Jezusie.
Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę,
i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.
Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili.
Ten znany fragment Listu do Efezjan (2,1-13) jest często przytaczany, zwłaszcza w tradycji protestanckiej, jako podstawa doktryny "sola gratia" - tylko łaska. Zgodnie z nią, zbawienie jest efektem wyłącznego działania łaski Bożej. O fragmencie tym pisałem już na łamach portalu. Dzisiaj chciałbym zastanowić się nad możliwością wykorzystania go jako podstawy do kazania ekspozycyjnego.
Główna myśl fragmentu wiązać się powinna z powtarzającymi się w Liście wypowiedziami:
  • Bóg bogaty jest w miłosierdzie i łaskę (eleos/charis) oraz pełen miłości i dobroci (agape i chrestotes);
  • Ludzie zbawieni są ową łaską Boga, przez wiarę (nie z wiary);
Możemy więc spróbować Główną Myśl tekstu sformułować następująco:
Efezjanie zostali zbawieni wyłącznie dzięki łasce miłosiernego i dobrego Boga.
Stosując ją do nas, a więc przekształcając ideę egzegetyczną w ideę homiletyczną, otrzymujemy takie zdanie:
Jesteśmy zbawieni wyłącznie dzięki łasce miłosiernego i dobrego Boga.
Tekst mówi nam wiele o okolicznościach zbawienia, jakiego dokonał dla ludzi Bóg:
Po pierwsze czytamy w nim o przyczynach zbawienia; wiele miejsca poświęcił temu apostoł Paweł w wersetach 1-3:
- Efezjanie byli umarli z powodu grzechów,
- postępowali według zasad "tego świata"
- byli posłuszni demonicznym siłom
- ulegali pożądaniom swego ciała (sarx, nie soma) i umysłu
Wszystko to są przyczyny, które doprowadziły Boga do Jego zbawczego czynu w Chrystusie. Dotyczyły zresztą nie tylko Efezjan, skoro Paweł w pewnym momencie pisze: "Wśród nich i my wszyscy..." (w. 3).
Druga część fragmentu skupia się raczej na skutkach i mechanizmach zbawienia. Dowiadujemy się kilku faktów
- po pierwsze odnoszących się do charakteru Boga - jest miłosierny, dobry, kochający nas pomimo naszych złych uczynków
- po drugie odnoszących się do działania Boga - przywrócił nas z Chrystusem do życia, ofiarował zbawienie, posadził nas na wyżynach niebieskich, stworzył w Chrystusie do dobrych uczynków.
Dość wyraźnie widać, że aktywność Boga wiąże się z wcześniejszą aktywnością ludzi. Ludzie byli umarli z powodu grzechów (w. 2), Bóg zaś wskrzesił ich z Chrystusem (w. 4); ludzie postępowali według zasad tego świata i swych pożądliwości (w. 2-3), Bóg zaś stworzył ich w Chrystusie do dobrych uczynków (w. 10); ludzie byli posłuszni "władcy sił, które unoszą się w powietrzu" (w. 2), Bóg zaś posadził ich na wyżynach niebieskich w Chrystusie (w. 6). Mamy więc do czynienia ze swego rodzaju strukturą koncentryczną, opartą na paralelizmach antytetycznych. Podkreślić też należy, za apostołem Pawłem, że wszystko to co zrobił Bóg dla ludzi, stało się w Chrystusie i z Chrystusem.
Komponując więc strukturę kazania możemy więc powtórzyć bieg wątku tekstu i ułożyć dwa zasadnicze punkty:
1. To co było kiedyś (przyczyny zbawienia)
2. To co jest teraz (efekty zbawienia)
Oczywiście nadać im należy formę możliwie prostą, ale też odnoszącą się do słuchaczy i paralelną wobec siebie.
Inną możliwością jest ułożyć strukturę kazania wedle głównych paralelizmów:
1. Byliśmy umarli, w Chrystusie jesteśmy wskrzeszeni;
2. Byliśmy posłuszni "władcy sił, które unoszą się w powietrzu", w Chrystusie jesteśmy posadzeni na wyżynach niebieskich;
3. Byliśmy ulegli żądaniom naszej zepsutej natury, w Chrystusie jesteśmy stworzeni do dobrych uczynków.
A wszystko dzięki łasce.
Jak widać możliwości skomponowania struktury kazania jest kilka. Tutaj przedstawiono dwie, ale bez wątpienia nie wyczerpano wszystkich możliwości.

piątek, 16 maja 2008

Akademia Homiletyczna ruszyła na dobre


Nie wiem jak to się stało, że dotąd nie pisałem nic o Akademii Homiletycznej. Teraz napiszę... Wszystko zaczęło się, jak zwykle, od Pana Boga, który kilku osobom nie dawał spokoju - z polskim kaznodziejstwem trzeba coś zrobić. Impulsem do działania były konferencje homiletyczne organizowane przez Langham Preaching i ChSA pod patronatem Aliansu Ewangelicznego, w Radości. Na tych konferencjach się spotkaliśmy - Lech Bekesza, szalony Polak mieszkający w Kanadzie, pastor baptystyczny, uczeń samego Robinsona i wykładowca homiletyki we Wrocławiu, Adam Szumorek - autor "Spotkania z Wszechmocnym", mający doświadczenie jako pastor Społeczności Chrześcijańskiej w Olsztynie i wykładowca homiletyki w WST, Dawid Pacyniak - wówczas chyba jeszcze student Lecha z Wrocławia, teraz pastor w Chrześcijańskiej Społeczności na Puławskiej w Warszawie i ja... Wkrótce dołączył do tego grona spiskowców Mirek Marczak, lingwista, teolog i lider kościoła Wolnych Chrześcijan we Wrocławiu. Później wsparli nas jeszcze wybitni ewangeliczny przywódcy: Andrzej Bajeński i Andrzej Seweryn. Powiedzmy sobie szczerze - prowodyrem był Lech Bekesza. To był jego pomysł, by zorganizować kursy dla kaznodziejów z polskimi wykładowcami i za polskie pieniądze. Wykładowcy się znaleźli, pieniędzy szukamy nadal, choć wsparło nas już sporo osób (DZIĘKI!). Powstał program, strona internetowa, materiały informacyjne. A w tym tygodniu zakończył się w Radomiu pierwszy zjazd Akademii: - 21 uczestników (+ liderzy) - 5 dni zajęć - ? godzin wykładów, ćwiczeń i warsztatów - jeden temat: "Egzegeza światów Kaznodziei" czyli teologia telesformacji (znaliście takie słowo?) - jeden szalony Polako - Kanadyjczyk, który byłby wstanie przegadać i skłonić do refleksji nawet Dodę. Powiem krótko - Pan Bóg działa - bez Niego by się nie udało.



czwartek, 24 kwietnia 2008

O wieży Babel i imieniu


















W Księdze Rodzaju, w wersetach 11,1-9 opisaną mamy historię wieży Babel. Ludzie wznoszą sobie tę wieżę z następującym zamiarem: "zbudujmy sobie miasto i wieżę, której szczyt sięgałby aż do nieba, i uczyńmy sobie imię (shem -שם), abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi" (11,4). Autor pozwala sobie na nieco komiczne prowadzenie narracji. Oto ludzie kierując się dość prostym wyobrażeniem sacrum, budują wieżę do nieba. Bóg zaś: "zstąpił (...) by zobaczyć miasto wieżę, które budowali ludzie" (11,5). Budowla jest więc na tyle imponująca, że by ją w ogóle dojrzeć, Bóg musi zstąpić z owego nieba, które ludzie starali się osiągnąć. Wszystko to oczywiście antropomorfizacja Boga, jednak o dość ironicznej wymowie.
- Po opisie wieży Babel i wszystkich związanych z tym peryferii mamy opis potomków Sema. Sem (שם) to to samo słowo, co znane nam już "imię"...
- Kolejnym elementem literackim jest opis powołania Abrama. Bóg daje mu szereg obietnic, z których jedno jest szczególnie interesujące: "i uczynię sławnym imię (שם) twoje".
Ciekawe. Czasami za wszelką cenę próbujemy być sławni, popularni, cieszyć się dobrą (lub złą) reputacją, pragniemy by ludzie postrzegali nas tak, a nie inaczej. Ale to nie zawsze jest Boży sposób na życie. Bóg nie ma nic przeciwko naszemu dobremu imieniu, pod warunkiem, że to On będzie je określał. Bo przecież, On chce obdarować nas tym co najlepsze, chce byśmy nosili najwspanialsze możliwe "imię" - Jego imię.
Nie tylko imię łączy historię Babel z Abrahamem. Bóg mieszając języki "rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi" (11,9) tworząc liczne narody (goim) z jednego ludu (am). W opisie powołania Abrama czytamy natomiast: "uczynię z ciebie naród (goi) wielki i będę ci błogosławił" (12,2). Słowem "lud" (am) jest później nazywany zwykle Izrael.

"Shem" występujące w tym tekście to nie jedyna zabawa słowami, jaką proponuje nam Autor Księgi Rodzaju. Podobna gra to użycie słów Babel (nawa wieży, oznacza "Babilon") i balal - "pomieszać". Nazwa wieży powinna kierować naszą uwagę do starożytnego Babilonu i stojącej tam gigantycznej wieży - zigguratu Etemenanki, świątyni boga Marduka. Wzniesiona z cegieł (por. Gen 11,3) wieża, miała podstawę o wymiarach 90 x 90 m i zapewne zbliżoną wysokość. Była jedną z najwyższych budowli swoich czasów. Składała się z ośmiu tarasów, połączonych schodami, na najwyższym znajdowała się świątynia. Budowla była powodem dumy babilońskich władców, budziła powszechny podziw. Jej nazwa Etemenanki oznacza: "dom [świątynia] podstawy nieba i ziemi". Cóż za pycha!

Film video z komputerową wizualizacją Etemenanki

wtorek, 22 kwietnia 2008

Psalm 113 - rozważanie

Chwalcie Jah [Alleluja].
Chwalcie, słudzy JHWH,
Chwalcie imię JHWH!
Niechaj imię JHWH będzie błogosławione Odtąd aż na wieki!
Od wschodu słońca aż do zachodu Niech imię JHWH będzie pochwalone.

JHWH jest wywyższony nad wszystkie narody.
Chwała jego sięga nad niebiosa.
Któż jest jak JHWH, Elohim nasz,
Który mieszka na wysokościach I patrzy w dół na niebo i na ziemię?

Podnosi nędzarza z prochu,
A ubogiego wywyższa ze śmieci,
Aby posadzić go z książętami, z książętami ludu swego.
Sprawia, że niepłodna ma dom, Jest matką cieszącą się dziećmi.
Chwalcie Jah [Alleluja]!

Psalm 113 należy do Psalmów Hallelu, a ściślej tzw. małego Hallelu (lub "Hallelu egipskiego") - psalmy te śpiewane były (i są!) w trakcie wieczerzy paschalnej, upamiętniając wielkie dzieła Boże związane z wyprowadzeniem Izraela z Egiptu. Sama nazwa Hallel oznacza pieśni chwały, (hallel - chwalić). W przypadku Psalmu 113 interesujące jest to, że nazwa koresponduje ze strukturą literacką utworu: inkluzją Alleluja (hallelujah) rozpoczynającą i kończącą pieśń. Pod tym względem Psalm ten, jako jeden z dwóch spośród małego Hallelu (psalmy 113-118; drugim jest miniaturowy Psalm 117) przypomina psalmy Hellelu wielkiego (146-150), które wszystkie posiadają taką inkluzję.
Holenderski biblista, jeden z największych współczesnych badaczy Psalmów, Jan Fokkelman wydzielił w tym psalmie cztery podstawowe części na podstawie analizy strof, tzw. colonów (jednostki literackiej mniejszej od wersu, większej od słowa), obserwacji hebrajskiego rytmu oraz analizy gramatycznej. Zauważył, że każda ze strof to inny rodzaj wypowiedzi: pierwsza ma charakter zdania rozkazującego i jest nawoływaniem do uwielbienia (w. 1-2), druga to zdanie oznajmiające (w. 3-4), trzecia to pytanie retoryczne (w. 5-6), całość zamyka strofa czwarta, opisująca Bożą aktywność (w. 7-9).
Inni badacze analizujący ten Psalm skłonni są do podziału na dwie (tak choćby autor podstawowego komentarza do psalmów w języku polskim S. Łach: wprowadzenie - w. 1-3 i osnowa - w. 4-9), a najczęściej na trzy części. Ten trójczęściowy podział wydaje się być najbardziej logiczny.
Zobaczmy: część pierwsza, to wersy 1-3. Jest wielkie wezwanie do uwielbienia Boga. Imię Boże jest tutaj zawarte aż 5 razy. Lud Boży wzywany jest do chwalenia tego imienia (w. 1c), a samo imię ma być błogosławione "odtąd, aż na wieki" (w. 2) oraz "od wschodu, aż do zachodu słońca" (w. 3). "Imię Boże" jest więc kluczowym określeniem fragmentu. Przypomnieć trzeba, że imię w kulturze starożytnego wschodu to nie tylko wpis w metryczce, ale określenie istoty, charakteru i działania osoby, która je nosi. Imię Boże JHWH - "Jestem" opisuje Bożą obecność i wierność.
Część druga, wersety 4-6 opisuje kim Bóg jest. Jest wywyższony ponad wszystkie narody i mieszka na wysokościach. Te określenia wydają się być kluczowe dla tej części.
Część trzecia, czyli wersety 7-9 opisuje co Bóg robi. Wymienieni tutaj "nędzarz" i "ubogi", to określenia paralelne. Czytając ten Psalm w kontekście jego paschalnego zastosowania, możemy widzieć tutaj udręczony lud Boży wychodzący z Egiptu. Pamiętać należy jednak, że może być to aplikacja wtórna, gdyż sam tekst nic o tym nie mówi. Mimo to warto zauważyć schemat odnoszący się do kondycji człowieka: biedny, nędzny znajduje się na dole, ale dzięki Bogu może być wywyższony do książęcej pozycji.
Ten trójdzielny schemat może być wspaniałym modelem do kazania ekspozycyjnego lub krótszego rozważania, złożonego z trzech punktów:

  1. wezwania do uwielbienia, ze względu na imię Boże (charakter Boga)
  2. uzasadnienia - bo Bóg jest wywyższony
  3. uzasadnienia - bo Bóg wywyższa.
Główną myślą całego Psalmu jest oczywiście wezwanie do uwielbienia Boga, bo "któż jest jak Jahwe, Bóg nasz?"